Meta Menardi - strona zespołu
Facebook YouTube

O nas

Meta menardi jest mieszkańcem jurajskich sanktuariów, niektórych kopalni, a czasem spotkasz go byle gdzie. Ucieleśnia niewymuszoną dzikość, agresję i subtelność.
Niedaleko, za jednym ze starych miast ciągną się łańcuchy jaskiń oraz skał. Wśród dolin ukrywa się tam magiczny świat. Daje on wytchnienie skołatanym głowom zatrutym pospolitym smrodem miejskim. To tu zakrada się weekendowy turysta. Podbija okolicę na pięć minut swym głosem, czekanem, bądź dostojnie przechadza się, by z zegarkiem w ręku powrócić na kolację do domu. Parujący ciepły napój i rutynowy zestaw myśli czekają na kolejny dzień. Nie jesteś idiotą i sądzisz, że Twoje życie jest interesujące? Czyżby twój kubek termiczny był spersonalizowany i bardzo zabawnie wyrażał Twoją osobowość?
Muzyka to schronienie dla umysłu. Ale nie każdy schron ma pastelowe ściany i pozbawiony jest klamek.
Żyjesz we współczesnym getcie. Wątpię, że uważasz się za część elity. Chociaż dziś każdy niemal wierzy w swoją wyjątkowość, ma poczucie wiedzy (dzięki popularyzatorom) oraz wyrafinowania zmysłowego i estetycznego. Milionowy Oscar Wilde zaszczycił nas swą obecnością i otrzymał rabat na koszulę w stylu vintage. Kto gotów jest zapłacić całą cenę za swoją wyjątkowość? W grę wchodzi wiele zer i nie ma czasu, by obwiniać nieudolnych przodków o brak szans na byt ekstrawagancki. Ubogi duchem lub ubogi portfelem, czy miałeś wybór i wpływ na swoją sytuację? Zapomnij na chwilę o walce o przetrwanie. Wejdź do azylu, gdzie zostają wybaczone takie skazy.
W alei gwiazd rocka jest kilka rozdroży, ale podobne cienie padają niemal wszędzie. W raju rockowych klonów, w jednym z zaułków odpoczywa meta menardi. Zastanawia się dokąd dalej pójść, czas szukać wolnej jaskini.


A..

Nie jestem buntownikiem, ale bezkompromisowym dzieckiem literatury i muzyki. Dziś widzę, że nie było wyboru dla mnie. Czasem znajdujesz się na drodze jednokierunkowej, która szczęśliwie nie okazuje się być ślepą. Moje dzieciństwo upłynęło pośród książek służących innym jako estetyczna dekoracja, albumów z obrazami wybitnych malarzy, wśród wirujących w gramofonie tarcz płyt rockowych w chłodnej, alienacyjnej, ale wyjątkowej atmosferze domowej. Moi rodzice wydawali ostatnie grosze na to wszystko: na płyty i książki. Naturalnie wytwory artystyczne stały się dla mnie dobrem najwyższym.
Dobrze wiem, gdzie na mapie leży morze teorii filozoficznych, ale to konkretne zdarzenia w życiu przesądziły kim jestem. Czczę rozum ludzki w umiarkowany sposób. Z wielkim trudem przyjmuję wytwory artystyczne skażone niedbalstwem, uczuciem stabilizacji i komfortu. Nie piszę ballad romantycznych, bo nie mam skłonności do nostalgii.
Jestem maniakalnym wrogiem fasadowości i bezproduktywnej, szkodliwej iluzji. To nieszczęście żyć w kręgu myślenia życzeniowego, jednak Albatros musi ulecieć w górę, by nie wzbudzać politowania.
Poszukuję wymiarów wolności innych niż w czasach największego triumfu rocka. Szczęśliwie, inteligentnym ludziom przejadła się już rewolucja obyczajowa, a jej owoce są przejrzałe. Dziś bezkompromisowy poszukiwacz wolności może spalić się w ogniu sceptycyzmu, szybciej niż kiedyś.
Teksty piosenek bardzo rzadko piszę pod wpływem chwilowego uniesienia. Słowa są tak precyzyjnym środkiem wyrazu, że poleganie na przypadku i mętności wizji uważam za niepoważne. Paradoksalnie wytwór wysiłków autora nadal pozostawia przestrzeń do wieloznaczności. Czuję odpowiedzialność za słowa, co bywa ograniczające. Wiele moich piosenek na zawsze pozostanie wśród notatek. Musiały zostać napisane, ale uważam je za demoralizujące.

Staszek

Na gitarze zacząłem grać w wieku 10 lat. Początkowo były to lekcje gitary klasycznej w wielickim MDK-u. Fascynacja muzyką metalową pojawiła się kilka lat później. Gitarę klasyczną zastąpiła elektryczna, a menuety Bacha riffy Sepultury i Megadeth. Inspiracje do pierwszych własnych kawałków czerpałem od klasycznych doomowych zespołów: Anathemy, My Dying Bride czy Katatonii. Po drodze były również epizody w zespołach blackowych i deathowych, a biegiem lat doceniłem jednak klasyczne rockowe i heavy metalowe grupy takie jak Black Sabbath, Dio czy Rainbow.
We własnych kompozycjach ważna jest dla mnie czytelność i przejrzystość przekazu. O dobrej piosence wcale nie świadczy połamany rytm czy solówki wyprzedzające światło - bez porządnej linii melodycznej powstaje hałas, a nie muzyka. Dotychczas byłem głównym pomysłodawcą riffów w Meta Menardi, jednak ostatnio i to się zmienia, jako że nowe kompozycje są już dziełem całego zespołu.
Pierwszą gitarą elektryczną, jaką miałem i do dzisiaj używam, jest Mayones, który zdaje się miał być podróbką gitary Steve'a Vaia z motywem kwiatowym na podstrunnicy. Nową gitarą jest kanadyjski Godin, model Summit CT – porządnie wykonany instrument o naprawdę niezłym brzmieniu. A jeśli chodzi o wzmacniacze to tylko Laney – Tony Iommi nie może się mylić!
Gdy nie gram na gitarze spotkać mnie można najczęściej na którejś z krakowskich uczelni, ewentualnie na rowerze lub w górach (a najchętniej na rowerze w górach). W czasie Tour de France czy Giro d'Italia mogę nerwowo zadawać pytania w rodzaju „Kto dziś wygrał etap?”, ewentualnie opowiadać o kolarzach i przebiegu etapów, jeśli akurat udało się oglądnąć relację. Ponadto bywam zespołowym kierowcą, znanym z tego, że nie korzysta z gps-u, a i tak trafia tam, gdzie ma trafić.

Kamil

Dołączyłem do zespołu jako ostatni w styczniu 2013 roku i od tego czasu wraz z Grzegorzem tworzymy skuteczną sekcję rytmiczną zespołu.
Od dzieciństwa zawsze fascynowały mnie niskie tony basu. Niegdyś przechodząc nieopodal mojego domu usłyszałem dźwięki wydobywające się z pewnej piwnicy, gdy podszedłem bliżej już dobrze słyszałem, że to gra perkusja i bas. Ten ostatni przykuł moją szczególną uwagę. W tamtej chwili pomyślałem sobie „fajnie to chodzi, kiedyś też tak zagram”. Od tego momentu kombinowałem jak zdobyć forsę na wymarzony instrument.
Moja przygoda z gitarą basową zaczęła się w 2005 r. kiedy to wydając ostatnie oszczędności kupiłem pierwszy bas. Był to czterostrunowy instrument firmy Linos zakupiony w sklepie muzycznym w Katowicach. Musiałem pożyczyć od brata pieniądze na bilet powrotny gdyż płacąc za bas „wysznupywałem ostatnie drobnioki z bajtlika” a i tak brakowało całej stówki, ale w ostateczności sprzedawca opuścił cenę o tą brakującą stówkę.
Moją główną inspiracją jest Steve Harris - basista i twórca legendy brytyjskiego heavy metalu Iron Maiden. Od młodych lat podziwiałem styl gry Harrisa oraz brzmienie, które stworzył przez lata. W moich kompozycjach można usłyszeć, że moim idolem jest właśnie Mr. Harris.
Ale zawsze dążyłem i będę dążyć to tego by nikogo nie kopiować, a by dodać coś od siebie.
W grze na gitarze basowej nie uznaję kostki, tylko i wyłącznie palce. To głównie z nich wydobywa się głębia brzmienia. Gram nieraz niemalże muskając o struny, ale jak trzeba zaakcentować ważny moment w utworze, potrafię przywalić aż „drzazgi lecą” - oczywiście w przenośni, bo zawsze dbam o swoje instrumenty.
Osobiście jestem maniakiem jeśli chodzi o sprzęt. Czasami spędzam godziny by szukać jakiejś okazji, gitary czy wzmacniacza na serwisach aukcyjnych, ale wiedząc że i tak go nie kupię, bo jak to każdy wie, trochę to kosztuje ja zawsze mówię chociaż oczy naciesze. Jak wchodzę do sklepu muzycznego to potrafię wsiąknąć na pół dnia.
Jestem ogromnym fanem marki Fender i obecnie nie wyobrażam sobie grać na innym instrumencie. Mój Fender to model Jazz Bass, do dyspozycji mam dwa heady basowe: Taurus SL300h, SWR 350x oraz paczkę Ashdown'a MAG 410t. Zestaw ten z pierwszym piecem tworzy nisko osadzony mięsisty dół oraz szklistą przejrzystą górę (szklaneczkę). SWR jest pozbawiony dużego dołu. Nie lubię dźwięku przesterowanego basu ewentualnie delikatnie przechodzący z czystego warkot lampowy ale do prawdziwej lampy to mi daleko jeszcze, zostaje mi tylko imaginacja w Taurusie.
Kiedy nie gram na basie, by zarobić na instrumenty zajmuję się elektryką oraz automatyką przemysłową. Jestem szeroko pojętym elektromonterem niejednokrotnie pracując na wysokości, z podnośnika ciągnąc przewody czy też montując automatykę nawet 18 m nad ziemią i podziwiając krajobraz prawie całego kraju, gdyż często pracuję na delegacjach, co wielokrotnie kłóci się z graniem w zespole, ale dokonuję wszelkich starań by zawsze być na próbie a tym bardziej koncercie.
W kwestii podziwiania krajobrazów wolę zdecydowanie inny sposób, moją wielką pasją jest kajakarstwo. Nie potrafię wyobrazić sobie wakacji bez spływu kajakowego. Czasem potrzebuję kontaktu z wodą i lasem, chciałbym wtedy żyć zgodnie z naturą. Są dwie rzeczy, którymi jestem w stanie zanudzić drugiego człowieka - jedna to muzyka, druga to kajakarstwo. Chciałbym też móc wędrować po górach jak kiedyś, dziś już brakuje niestety na to czasu.

Grzegorz

Moje dzieciństwo upływało przy dźwiękach gitary mojego ojca, to On zaszczepił we mnie pociąg do muzyki i pchnął na ścieżkę poszukiwania swojej tożsamości. Wykazał również wiele cierpliwości podczas gdy stawiałem pierwsze kroki w grze na gitarze.
W okresie tzw. młodzieżowego buntu zacząłem stopniowo odkrywać wszelkie barwy i odmiany rocka począwszy przez nasz rodzimy, amatorski rock, poprzez gigantów jak Black Sabbath czy Led Zeppelin.
Prawdziwa fascynacja przyszła zupełnie niespodziewanie - natknąłem się na kilka nagrań Iron Maiden i to było jak uderzenie pioruna. Od tamtej pory muzyka wypełniała każdą przestrzeń oraz chwilę a ciche skromne dziecko, którym byłem przerodziło się w pewnego siebie człowieka
Wraz z kolejnymi trudnościami związanymi z próbą stworzenia zespołu jako gitarzysta co raz częściej zdawałem sobie sprawę z tego że jest jeszcze coś, co jest równie chwytliwe i nie mniej ważne w tym heavy metalowym szaleństwie od technicznych popisów gitarzystów, którym starałem się być – cała, fantastyczna i potężna praca sekscji rytmicznej!
Pewnego pięknego dnia kilka bębnów, jeden talerz oraz hi-hat, stanęły ku zaskoczeniu rodziny w salonie. Początki z socjalnego punktu widzenia były trudne, jednak z biegiem czasu zaakceptowali moje marzenie, za co jestem im wdzięczny, bo wiem że życie zarówno bębniarza jak i z bębniarzem nie jest łatwe. Od tamtej pory czuję że znalazłem swoje miejsce oraz tożsamość zarówno jako muzyk jak i człowiek.
Kiedy nie gram możecie znaleźć mnie najpewniej w fotelu za biurkiem, gdzie zajmuję się administracją sieciami komputerowymi, lub gdzieś na leśnym szlaku w czasie małych rowerowych wypraw. Jestem ciekawy świata, ciągle szukam swojego miejsca, czuję że mam dużo do zrobienia i osiągnięcia. Ciągle się doskonalę, uczę od najlepszych. Lubię nowe rzeczy, przepadam za nowymi smakami. Chciałbym spróbować chyba każdej kuchni świata, najlepiej w jej oryginalnym autentycznym otoczeniu. Jestem wielkim fanem ostrej, pikantnej kuchni oraz dobrej, prawdziwej herbaty, piwa oraz kawy.


kontakt: metamenardiband@gmail.com